Ręka do góry, kto grał w chłopka! Dla niewtajemniczonych: to jedna z wielu zabaw podwórkowych, ćwiczących celność, równowagę i długie podskakiwanie na jednej i obu nogach. Tę przednią rozrywkę, praktykowaną przez nas z uporem maniaka, przerywały jedynie wołanie do domu lub… szybko zapadający zmrok.

Istnieje wiele wersji gry w chłopka, które różnią się zasadami. Ta, którą pamiętam z mojego dzieciństwa, opiera się na regułach opisanych poniżej.

W wielu regionach chłopka utożsamiano także z grą w klasy – w moim miasteczku była to jednak całkowicie odmienna zabawa, której kilka słów poświęcę innym razem. Tymczasem do dzieła, bo przecież chłopek nie może absolutnie czekać!

Gra w chłopka po mrotecku

Czas: zależny od liczby uczestników i… energii do skakania

Liczba uczestników: co najmniej dwóch

Zasady:

Do gry w chłopka wystarczy niewiele: chodnik, asfalt lub płaska, piaszczysta ziemia (w naszym przypadku do zabawy idealnie nadawał się plac obok kościoła), kreda lub patyk do rysowania oraz szkiełko do rzucania.

W naszym miasteczku granie w chłopka kamykiem czy cegiełką było równoznaczne z blamażem. Do grania bezwzględnie należało mieć szkiełko (na potrzeby rozgrywek każdy musiał mieć własne) – im piękniejsze, tym lepiej, a w cenie były zwłaszcza fioletowe i czerwone, nie tak łatwe do znalezienia. Jedna z dziewczynek mieszkających przy rynku była zaprawioną w poszukiwaniach szkiełkową specjalistką – dysponowała nie lada rozmiarów workiem, który gorliwie zapełniała coraz to nowymi okazami kolorowych klejnocików. W oczach pozostałych amatorów chłopkowej zabawy uchodziły one za najprawdziwszy skarb! Zbieranie szkiełek do gry w chłopka nierzadko zmieniało się w zupełnie nową rozrywkę, która skutecznie zajmowała czas wolny od nauki i obowiązków domowych. Co niektórzy ze szkiełkowego zbieractwa uczynili swoje hobby.

Najpierw trzeba wyrysować na ziemi chłopka. Ten z mojego dzieciństwa składał się z 10 pól: trzech kwadratów nóg i tułowia, 2 prostokątów rączek, kolejnego kwadratu na szyję, podzielonego na pół okręgu głowy oraz dwojga uszu czy też, ujmując rzecz prawidłowo pod względem anatomicznym, półkoli bucików, znajdujących się po bokach dolnego kwadratu.

Uczestnicy ustalają kolejność udziału w grze, np. w drodze wyliczanki. Ten na kogo wypadnie, staje przed pierwszym kwadratem i wrzuca do niego szkiełko. Następnie obunóż przeskakuje do drugiego i trzeciego kwadratu (zawsze pomijając pole ze szkiełkiem!). W rączki chłopka wskakuje na rozstawionych nogach, do szyi znów obunóż, a do głowy ponownie na rozstawionych nogach – tak, aby przypadkiem nie dotknąć żadnej z narysowanych linii. Tam niestrudzony zawodnik wykonuje pełen gracji obrót i, skacząc w identyczny sposób, wraca przez całego chłopka. Przykuca w ostatnim polu przed tym, gdzie znajduje się szkiełko, podnosi je i wyskakuje z chłopka.

Gdy gracz skusi, tj. nadepnie lub rzuci szkiełko na narysowaną linię (a nie w pole), nie utrzyma równowagi, nie doskoczy do pola albo wypadnie poza obrys chłopka, zabawę zaczyna następna osoba wybrana w wyliczankowym losowaniu. Kto zaliczy skuchę, grę rozpoczyna od samego początku.

Wbrew pozorom łatwo było skusić. Wszyscy bardzo pilnowali osoby aktualnie grającej, chcąc wyłapać jej najmniejszy błąd.

W kolejnej rundzie gra toczy się tak samo, ale gracz skacze już tylko na jednej nodze – najpierw na prawej, potem na lewej (lub odwrotnie, jak komu wygodniej). Ostatnia kolejka jest najtrudniejsza: gracz musi przeskoczyć przez całego chłopka ze skrzyżowanymi nogami.

Każda następna seria chłopka jest też bardziej wymagająca, bo gracz musi wrzucić szkiełko do bardziej oddalonego pola. Aby ułatwić sobie dorzucenie go do rączek i głowy, staje na wspomnianych wcześniej uszach-bucikach chłopka. Trzeba tylko pamiętać, aby zawsze przeskoczyć pole, w którym jest szkiełko.

Wygrywa uczestnik, który jako pierwszy przeskoczy całego chłopka – każdą rundę i serię.

Czy wiesz, że…

W mojej książce Gdy dojrzeją śliwki specjalistką od grania w chłopka była Zuzanka.

Share This