Będąc nastolatkiem, a przypadło to na lata 60. ubiegłego wieku, odkryłem w sobie smykałkę kolekcjonerską. To typowo PRL-owskie zamiłowanie dzieliło ze mną wielu znajomych.

Wszystko zaczęło się od młodzieńczej fascynacji szpargałami – zupełnie niepotrzebnymi, ale ładnymi. Gromadziłem opakowania po słodyczach (szczególnie ceniłem te zagraniczne), z których czasem próbowałem wywąchać jeszcze zapach smakowitości, eleganckie etykietki z butelek, które najpierw delikatnie namaczałem, a potem suszyłem między kartkami książek (ileż to razy dostałem za te praktyki po uszach!), etykiety zapałczane, nalepki, pocztówki, prospekty.

W pokoju, który dzieliłem z bratem Henrykiem, mieliśmy słomiankę – obowiązkowy niemal element wyposażenia mieszkań w tamtym okresie, służący maskowaniu krzywych ścian, ale i pełniący funkcję wyjątkowo praktyczną – na którą pieczołowicie przyczepiałem moje papierowe zdobycze.

Gdy wszedłem w lata nastoletniego buntu, objawił się on u mnie niezdrową fascynacją opakowaniami po papierosach (je także próbowałem obwąchiwać) i puszkami po piwie (wybierałem te najciekawsze, zdobycie chociaż jednej nierzadko graniczyło z cudem – jak wiemy, w tamtych latach dominowały szklane butelki).

Przyznam uczciwie, że szybko z tego „nałogowego” zbieractwa wyrosłem, bo trafiłem na szczególny nurt kolekcjonerstwa. Ani się obejrzałem, a przerodził się on w wyjątkowe hobby, które pochłonęło mnie na bez mała trzydzieści, a nawet czterdzieści kolejnych lat.

Pewnego dnia grzebałem na stryszku u wuja Władka (wakacje u niego spędzałem, aby pomóc na gospodarce) i dostrzegłem skarb nad skarbami: zakurzoną skrzyneczkę z wojskowymi odznaczeniami. Wuj był gotowy sprać mi tyłek na kwaśne jabłko za myszkowanie po kątach, ale wybrnąłem z tego za sprawą wrodzonej ciekawości do świata: zacząłem zadawać mu dziesiątki pytań o ten czy inny medal, o tę i inną odznakę albo o tamten proporzec z kolorowymi frędzlami. W ten oto sposób odkryłem nie tylko cenne pamiątki z okresu wojny, lecz także rodzinne historie, o których już zawsze będę pamiętać i którymi podzieliłem się z moimi dziećmi (chętnie opowiem je też wnukom, gdy trochę podrosną).

Wkrótce historia jako taka wciągnęła mnie bez reszty. Każdy nowy egzemplarz do zbierackiej kolekcji był dla mnie zarazem motywacją do zdobycia kolejnej porcji wiedzy. Przesiadywałem w bibliotece, a nocami, pod kocem i z latarką, czytałem słynne serie „Z tygrysem” (Biblioteka Żółtego Tygrysa) i „Pola bitew”.

Zbierałem rozmaite odznaki wojskowe, a czasem nawet harcerskie i te, które tato dostał w zakładzie pracy. Przez jakiś czas do mojej kolekcji dodawałem też metalowe i plastikowe żołnierzyki. Te ładniejsze i bardziej cenne trzymałem w szkatułce, którą dostałem po dziadku (też była na strychu u wuja Władka, uprosiłem go, żeby mi ją sprezentował). Przyszedł również moment, kiedy zaciekawiłem się modelarstwem, lecz szybko uznałem, że ta zabawa nie jest dla mnie. Podchwycił ją za to Boguś, któremu mój historyczny bzik bardzo się udzielił – z tym, że Boguś wolał czołgi, a potem samoloty, szczególnie radzieckie. Z Bogusiem układ był doskonały, bo jak któryś znalazł to, co drugiego może zainteresować, od razu dawał mu znać.

Mojej pasji nie podzielała tylko mama, która zawsze uważała, że trzymam w pokoju kurzołapy. Moje korzyłapy były mi jednak bardzo bliskie i dobrze, że z nich nie zrezygnowałem, gdyż po latach skłoniły mnie do studiowania historii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Kolekcjonerstwo w PRL-u uprawiało wielu ludzi. Niektórzy swoje trofea po latach wyrzucili – ot, bezwartościowe kurzołapy. Inni całkowicie wsiąkli w filatelistykę, numizmatykę albo deltiologię. Krysia, która jako dzieciak całymi godzinami przesiadywała na łące i z namaszczeniem tworzyła kolekcje suszonych roślin, do dziś zajmuje się botaniką. Maryś pasję filumenistyczną (niecenie i użytkowanie ognia) wraz z nastaniem kapitalizmu przeobraził w… kiosk, bo, jak tłumaczył, tam może w spokoju oddawać się podziwianiu pięknych zapalniczek.

Uważam, że to niesamowite, gdy zwykłe-niezwykłe hobby może nadać kierunek czyjemuś życiu. Moja pasja, choć dziś nie zajmuję się nią już tak aktywnie z uwagi na inne obowiązki – zadecydowała o tym, kim jestem dzisiaj. A wszystko to przez zbieg okoliczności, włażenie w zakazane miejsca i zamiłowanie do kurzołapów…

Tadeusz Z. z Iławy

Dorastałaś/-łeś w czasach PRL? Chcesz podzielić się wspomnieniami z dzieciństwa? Prześlij swoją historię na adres: maria.orciuch@gmail.com (w tytule wiadomości dopisz koniecznie: Wspomnienia Czytelników).

 

Share This